sobota, 31 sierpnia 2013

Hialuronowy specyfik prosto z Tajwanu

Po tygodniowej, znów zbyt długiej przerwie, wracam do Was z recenzją jednego z pokazanych przeze mnie ostatnio azjatyckich specyfików. Jest nim hialuronowa maseczka w kompresie Dr. Martin, której pełna nazwa brzmi Hyaluronic Acid Essence Mask. Dziś rano, relaksując się po pracowitym tygodniu, miałam okazję nałożyć ją wreszcie na twarz i mogę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.




O PRODUKCIE
Esencjonalna maska z kwasem hialuronowym to nasączony skoncentrowanym i bogatym lotionem płatek tkaniny. W skład lotionu wchodzi kwas hialuronowy oraz roślinne ekstrakty z dzikiego ogórką gąbczasnego popularnego na tajwanie, ogórka, lukrecji i alg. Szybko wchłaniany przez skórę bogaty płyn działa już w 10 minut zapewniając jej długotrwałe nawilżenie oraz niewelując szarość cery oraz drobne zmarszczki spowodowane niedoborem wody. Dodatkowo zawartość morskiego kolagenu sprawia, że maska pomaga w walce z pierwszymi oznakami starzenia przywracając skórze jej elastyczność. Po użyciu skóra staje się pełna blasku, miękka i elastyczna.

Sposób użycia: rozprostuj materiał po wyjęciu maski z opakowania i nałóż na oczyszczoną wcześniej skórę. Upewnij się, że maska dokłądnie przylega do skóry. Pozostaw ją na 10-15 minut, po czym zdejmij, a pozostałość lotionu wmasuj w skórę.

SKŁAD
Hyaluronic Acid, Sponge Cucumber Extract, Cucumber Extract, Licorice Extract, Algae Extract, Collagen.




DZIAŁANIE
Tego typu maseczki lubię stosować rano, kiedy moja twarz jest jeszcze trochę opuchnięta po nocy. Bardzo szybko wraca wtedy do normy, a maseczka sprawia, że zarówno ja, jak i moja skóra - budzimy się. Przez to, że kompres jest mocno mokry i leży na skórze przez dobrych 10 minut, jest mi w tym czasie dość chłodno w tą część mojego ciała. Dziś po jego zdjęciu miałam wrażenie, że na mojej twarzy leżał lodowy kompres. Nie dla wszystkich musi to być wrażenie pozytywne - ja to akurat lubię. Po zdjęciu maski i całkowitym wchłonięciu się płynu skóra jest nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku oraz przyjemnie napięta. I tutaj kończą się pozytywy, bo kiedy po godzinie od zastosowania maseczki chciałam nałożyć na twarz filtr Vichy, nastąpiło ogromne rolowanie. I tutaj jestem prawie pewna, że rolował się nie filtr, a pozostałości maski, które najwyraźniej były jeszcze na mojej twarzy w ilości sporej. Fail!

OPAKOWANIE
Saszetka zawierająca przygotowany do nałożenia na twarz i nasączony składnikami aktywnymi kompres. Nie jestem w stanie ocenić umieszczonych na opakowaniu informacji, ponieważ wszystkie są w tajemniczych dla mnie znaczkach ;) Dobrze, że producent zdecydował się umieścić na wierzchu opakowania nazwę produktu po angielsku - gdyby nie to, nie miałabym pojęcia co trzymam w dłoni. Pomocna jest również naklejka na odwrocie w języku angielskim dzięki, której wiemy co znajduje się w składzie maski oraz jak jej używać. Azjatyckie produkty przecież coraz bardziej podbijają rynek europejski i nasze serca.




KONSYSTENCJA I ZAPACH
Maseczka nasączona jest bardzo mocno. Po wyjęciu z opakowania płyn dość obficie kapie nam przez palce. Sam lotion konsystencję ma specyficzną - jest bardzo śliski! Palce w nim zanurzone i potarte o siebie ślizgają się bardzo mocno. Płyn wmasowany natomiast w skórę dość szybko się wchłania, nie pozostawiając na jej powierzchi żadnej tłustej, lepkiej, a więc nieprzyjemnej warstwy. Zapach jest dość intensywny, trudny do określenia. Kojarzy mi się w sumie dość pozytywnie, z czystością, jednak uważam, że mógłby być trochę bardziej delikatny i stonowany.




WYDAJNOŚĆ
Jednorazowa, tak jak przewidział producent, który nawet zaznacza, że maseczka nie nadaje się do ponownego użycia.

DOSTĘPNOŚĆ
I tutaj niestety leży pies pogrzebany, bo dostępność jest marna. Jeśli jakaś dobra dusza nie przywiezie jej nam z dalekiej podróży, możemy jeszcze próbować zamówić ją przez internet.

POJEMNOŚĆ
Saszetka zawiera wewnątrz jeden jednorazowego użytku kompres.

CENA
ok.4PLN/szt. (maseczki sprzedawane są pojedynczo lub w opakowaniach po 10szt.)

PODSUMOWUJĄC
Początkowo miałam wrażenie, że to całkiem przyjemny produkt. Przy okazji recenzowania masek Dermo Pharmy+ (ujędrniająca - klik i nawilżająca - klik) wspominałam już, że lubię tego rodzaju maski ze względu na działanie mocno chłodzące, a przez to napinające skórę. A tutaj dodatkowo produkt jest egzotyczny i przyleciał do mnie z daleka :) Niestety rolowanie podczas dalszych etapów pielęgnacji skreśla go u mnie. A szkoda, bo początki jego stosowania dzisiaj były naprawdę przyjemne!

8 komentarzy:

  1. szkoda,że nie jest idealna, ja teraz mam na buzi glinkę a na włosach vatikę;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i jest dobra, ale w dni kiedy nie nakładamy makeupu, jako taki relaks :D

    OdpowiedzUsuń
  3. nie nakladalam jeszcze takiego czegos na buzke :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że rolował. Ale sam produkt brzmi megaprzyjemnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię takie maseczki, ale i tutaj, jak czytam, musiał wkraść się mankament. Szkoda, bo relaks z rana to zapowiedź miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Maska zachęcająca szkoda tylko, ze nie do końca ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Kuszą mnie te maski w płacie, ale za każdym razem gdy jestem w drogerii, zapominam dorzucić takowe do koszyka.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...